Relacja Krzyśka: 
Przed świtem wszedłem linią oddziałową w drągowinę, gdzie odzywał się byk. Wiedziałem, że ma ok. 8 lat. Podszedłem go na 30-35 m, ale w gęstym młodniku nie mogłem ocenić wieńca.
Nagle, w odległości ok. 300 m, stęknął stary byk. "Mój" ostro ruszył w stronę "staruszka".
Minąłem go biegiem po pasie przeciwpożarowym i nagle, z odległości 15 m. zobaczyłem wychodzącą z młodnika łanię, cielaka i "tego" byka - potężnego 16-taka o ok. 8 kg wieńcu. Dał on piękny koncert, po czym ruszył w stronę rywala, który właśnie znów pozwolił sobie stęknąć. Po chwili usłyszałem łomot bijących z potworną siła wieńców. Pomyślałem sobie: po walce "staruszek" na pewno wróci po łanię i rzeczywiście... po chwili najpierw słyszę, a potem widzę dojrzałego, starego byka, który z łbem przy ziemi idzie tam, gdzie zostawił łanię. To nieregularny, obustronnie koronny czternastak. Krótki, gruby kark, spadły zad, masa wieńca raczej w dole. Mam łowny odstrzał więc składam się i strzelam na ok. 70 m. na wysoką łopatkę, przez trawy. Dobry, ciężki pocisk 14,3 g. w kal. 30-06 kładzie byka w ogniu.
Rykowisko dobiegło końca.