Rykowisko - misterium myśliwskie

Zaczynając swoją przygodę łowiecką nigdy nie myślałem, że okres rykowiska będę traktował jako najważniejszy moment w sezonie łowieckim - w końcu jest jeszcze bekowisko danieli, ruja saren, czy huczka dzików. Jednak jesienna pieśń Króla Puszczy jest najbardziej majestatycznym momentem życia lasu. Rykowisko można porównać jedynie z tokami głuszca, które są równie majestatyczne i emocjonujące jak jesienne gody jeleni. Bardzo ubolewam nad faktem, że w Polsce nie można już polować na tego niesamowitego ptaka, który swoim graniem roztapiał serca największych łowców świata.

Po kilku intensywnych rykowiskach w naszym leśnym obwodzie w Rudach doszedłem do wniosku, że w tym czasie nie chodzi o strzelenie byka, a o przeżywanie emocji jakie towarzyszą myśliwemu, który włącza się w rozgrywkę pomiędzy jeleniami. Przyznam, że na moim pierwszym rykowisku z uprawnieniami selekcjonera, chodziło mi tylko o strzelenie byka siedząc na wygodnej ambonie. Jednak szybko zrozumiałem (na kolejnym rykowisku), że siedząc na ambonie i licząc na szczęście starego byka się nie strzeli. Tak więc zmieniłem sposób polowania z stacjonarnego na aktywny podchód ryczącego byka. Wtedy dopiero odkryłem emocje jakie towarzyszą podejściu byka na odległość 30 czy 50 metrów, czy oglądaniu potyczki dwóch 200-kilogramowych byków, kiedy to serce wali jak oszalałe, a nogi są jak z waty. To właśnie wtedy zrozumiałem, że przede wszystkim trzeba nauczyć się języka ryczącego byka, aby móc podejść pod spragnionego, przegranego po walce z rywalem, czy rozjuszonego próbami odbicia łani Króla Puszczy. W tym okresie zacząłem przeżywać rykowisko, jako swego rodzaju obrząd myśliwski, w którym głównie chodzi o spotkanie z wymarzonym bykiem, a strzał jest tylko zwieńczeniem łowieckiej przygody.

Przez kilka ostatnich lat spotkań z bykami miałem mnóstwo. Nie zawsze kończyły się one zdobyciem upragnionego trofeum, ale zawsze miały dla mnie wyjątkowe znaczenie. Rok 2011 był szczególny. Po raz pierwszy przed rykowiskiem zobaczyłem byka marzenie! Kiedy mogłem go strzelić nie byłem pewny co ma na głowie, a gdy już wiedziałem, że jest on selektem zawsze brakowało mi odrobiny szczęścia i kunsztu łowieckiego. Gdy rykowisko zaczęło się na dobre wiedziałem, że jedynym moim celem będzie spotkanie z tym bykiem. Rykowisko było bardzo intensywne. Emocji dodawał fakt, że tego byka widziałem kilkakrotnie i przekonałem się, że jest to osobnik stary, jednostronnie koronny o wadze poroża ok. 6 kg. Nie udało mi się podejść go na odległość skutecznego strzału. Wiedziałem tylko, że ma on w haremie jedną łanię i że kręci się wokół niego kilka chłystów. Pewnego dnia kiedy widziałem "mojego" byka, nieudolnym podchodem spłoszyłem całą chmarę. Tego samego dnia wieczorem postanowiłem zasiąść na ambonie zlokalizowanej w pobliżu miejsca, gdzie ryczał "mój" byk. Rykowisko zaczęło się bardzo późno, ale w odległości ok. 50 metrów za plecami w młodniku, było ono intensywne, a chmara zbliżała się do mnie i liczyłem, że za moment wyjdzie prosto pod ambonę. Zaczęło się robić coraz ciemniej, a rykowisko zaczęło się oddalać od miejsca gdzie siedziałem. Szybka decyzja - podchód. Podszedłem chmarę w drągowinie na jakieś 100 metrów. Jednak dalszy podchód był niemożliwy, ponieważ miałem niekorzystny wiatr i po raz kolejny spłoszyłbym chmarę. Postanawiam obejść cały oddział aby mieć dobry wiatr. Obiegam oddział, w którym widziałem jelenie i coraz bardziej zaczynam mieć nogi z waty, ponieważ widzę już potężnego byka, ale nie mogę oddać strzału, gdyż otaczają mnie gęste krzaki. Mam do przejścia jeszcze 20 metrów, a zaczyna być coraz ciemniej - myślę tylko o tym czy zdążę, czy nie. Coraz większe emocje - łania patrzy w moją stronę, jednak po chwili wchodzi do kanału i wiem, że mogę bezpiecznie podchodzić. Gdy już prawie dochodzę do strzału, z krzaków wyłania się inna łania, która ewidentnie mnie zoczyła i dała sygnał pozostałym jeleniom do ucieczki. Na początku byłem wściekły na siebie, że w tak głupi sposób zepsułem sobie wymarzone polowanie. Zabrakło dosłownie kilku kroków aby padł strzał. Cała noc nieprzespana z nerwów i po kilku godzinach rozmyślań zrozumiałem, że przecież to było jedno z najpiękniejszych polowań w moim życiu, że o to chodzi na rykowisku. Świadomie podszedłem byka, którego widywałem wcześniej, widziałem piękne rykowisko, z odganianiem chłystów włącznie. Przecież o to właśnie chodzi podczas godów jeleni, a nie o wypuszczenie kuli.

Z nowymi siłami o 4 rano następnego dnia stałem i słuchałem gdzie może być mój byk. Gdy tylko zrobiło się jasno rozpocząłem podchód - jak mi się wydawało tego byka. Jednak po krótkiej chwili pilarze rozpoczęli swoją pracę i rykowisko częściowo zamilkło, a częściowo przeniosło się na rejon, na który nie mogłem wejść gdyż nie byłem na niego zapisany. Siedziałem jeszcze godzinę pod młodnikiem, w którym coś się łamało, lecz bezskutecznie.

0 godzinie 16 znowu byłem w tym samym miejscu i nasłuchiwałem co się dzieje. Po godzinie jelenie zaczęły nieśmiało sie odzywać, a ich głosy z minuty na minutę stawały się coraz bardziej intensywne. Rykowisko zaczęło być bardzo głośne w okolicy ambony, z której w zeszłym roku strzeliłem byka i postanowiłem szybko na niej usiąść licząc, że jelenie wyjdą na znajdującą sie przy niej drągowinę. Teren w tym miejscu jest bardzo trudny do polowania, ponieważ jest tam wiele młodników i ciężko jest spotkać jelenie na otwartej przestrzeni. Dwa razy schodziłem z ambony i z powrotem na nią wbiegałem, tak zmieniały się kierunki, w których szły jelenie. W końcu słyszę w pobliskim młodniku walkę jeleni, stękanie mojego byka i ryczenie jego chłystów. Po chwili przez kanał przebiega mi łania, za nią chłyst, a za chłystem mój byk. Później przebiegają mi przez przecinkę, mój byk zatrzymuję się na krótką chwilę na przecince, łapię go w krzyżu, jednak byk rusza za łanią. Widzę je jeszcze przez moment na drągowinie, ale nie ma mowy o strzale. Słyszę, że chmara została w modrzewiowo-sosnowym młodniku. Rozpoczynam podchód. Jednak podłoże jest tu zbyt głośne. Obieram drogę po pasie zieleni wzdłuż młodnika, w którym odbywa się rykowisko. Zdaje sobie sprawę, że mam tutaj małe szanse na spotkanie z moim wymarzonym bykiem i szukam miejsca, gdzie mógłbym cicho wejść w środek oddziału. Nie mogę go jednak znaleźć, a młodnik coraz bardziej się kotłuje od potyczek chłystów ze starym i doświadczonym bykiem. Jest jeszcze wcześnie jednak szanse, że uda mi się spotkać chmarę tak, by oddać skuteczny strzał coraz bardziej maleją. Dookoła ryczy już coraz więcej byków i dochodzę do wniosku, że trzeba odpuścić i rozpocząć podchód innego byka. W pobliskim młodniku słyszę, że chmara jeleni podąża w moim kierunku, więc postanawiam zaczekać na rozwój sytuacji. Po chwili przez pas zieleni przechodzi pojedyncza łania, jednak za nią żadne byki nie idą. Nagle słyszę, że "mój" byk wraca w moim kierunku. Rykowisko zaczęło się na dobre - w każdym oddziale odzywają się byki. Słyszę tryumfalny ryk mojego byka i po chwili widzę sadzącego z młodnika chłysta. Wiem, że za nim zaraz wyjdzie mój byk. Jednak w młodniku, w którym jest mój wymarzony byk zapanowała cisza. Chłyst zaczyna ryczeć, a ja zniesmaczony oceniam go i po krótkiej chwili wiem, że jest to nieregularny dwunastak, jednostronnie koronny. Mam mętlik w głowie! Czekać na wymarzonego byka, za którym chodzę już kilka dni czy skupić się na chłyście, który jest pięknym selektem. Byki wokół bardzo blisko ryczą tak pięknie, że po chwili wielkich emocji decyduję się na strzał. Chłyst pada w ogniu. Rykowisko milknie na jakieś 30 sekund, po czym byki odzywają się, jak gdyby nic się nie stało. Strzelony byk pisze testament, a ja trzymam go w krzyżu. Po jakimś czasie zjeżdżają się Koledzy, którzy pomagają mi dokończyć pracę z bykiem.

Pomimo, że nie strzeliłem swojego wymarzonego byka, było to najpiękniejsze polowanie w moim życiu. Po powrocie z Białorusi gdzie polowałem na innego Króla Puszczy - głuszca, stwierdzam, że rykowisko i toki głuszca są równie majestatyczne i emocjonujące, a najważniejsze jest nauczyć się przeżywać ten czas w sferze duchowej, a nie materialnej. Pozyskanie zwierza podczas godów głuszców czy jeleni jest najmniej istotnym czynnikiem, ale jednak ważnym dla myśliwego. Jeśli nauczymy się przeżywać te misteria myśliwskie, to będą one udane nawet jeśli nie zdobędziemy upragnionego trofeum.

Wszystkim Kolegą życzę tak wspaniałych emocji i wrażeń jakie towarzyszyły mi tego rykowiska.

Darz bór! - Grzegorz Wieczorek