HISTORIA KOŁA

ROK ZAŁOŻENIA KOŁA 1953

Kronika niniejsza mogła powstać dzięki odnalezieniu dokumentów o rejestracji koła,
wspomnieniom pierwszych jego członków założycieli gromadzonej przez lata dokumentacji.
Nie udało się jednak dotrzeć do dokumentacji, od chwili rejestracji koła do roku 1970.
Ze znalezionych dokumentów wiadomo, że w 1949 roku kilku pasjonatów myślistwa,
wywodzących się w większości z pracowników Komendy Powiatowej MO w Częstochowie,
postanowiło założyć koło łowieckie. Proces konsolidacji i załatwianie formalności trwały prawie trzy lata.

Wreszcie stało się.!!!
27.10.1953 r. Zostaje dokonana rejestracja Koła Łowieckiego pod nazwą Koło Łowieckie " G W A R D I A " w Częstochowie.
W skład członków- założycieli weszli :
BAKA, BRYSZEWSKI,DZWIREK, FLAK, GRZYB, JĘDRASIK, KŁOSOWSKI,KLIMAS, LIGUDZIŃSKI, MAZUREK, NOWAK, POLAK, SZCZEPIÓRKOWSKI, WOLDAŃSKI,
nieco póżniej dołączyli:
MASIALSKI, OGRODNIK, PATRO , WYPCHLAK.
Pierwszym Prezesem Koła Łowieckiego "GWARDIA" zostaje T. BAKA.
Do gospodarowania otrzymujemy obwod łowiecki nr 36 o powierzchni około 5000 ha obejmujący rejony : Janowa, Dąbrowy, Cztachowy, Bogdańca, Parkowej i nieco później obw.nr 29 o powierzchni około 2800 ha obejmujący rejony : Blachowni, Malic, Konradowa, Wydry, Kalei. Ponad 20 lat koło gospodaruje na tych obwodach łowieckich, dokarmiając zwierzynę, budując paśniki, podsypy, nawiązując przyjazne kontakty z miejscową ludnością i oczywiście polując. Było nas wtedy w kole średnio 20 - 25 myśliwych. Wywodziliśmy się z rożnych grup społecznych. Byli wśród nas milicjanci, żołnierze, leśnicy, rzemieślnicy i pracownicy sektora państwowego. Dojazdy na polowania przeciwnie do dnia dzisiejszego, odbywały się pociągiem lub autobusem. Nieliczne osoby dysponowały wtedy własnymi samochodami. Miało to jednak swój niezapomniany urok. Wspólne powroty z polowań, " ostatnie pędzenia " w uroczych knajpkach z dobrym jedzeniem / karmeradle pod kufelek piwka, zamawianego w uroczy sposób przez Jacka Utratę, wspominamy obecnie z wielkim sentymentem. A dzisiaj ? Po polowaniu wrzucamy zająca do bagażnika, wsiadamy do samochodu, krótkie " cześć i do zobaczenia na następnym polowaniu"

Do męskiego grona myśliwych wstępuje pierwsza kobieta, Janina BRYSZEWSKA - żona jednego z naszych kolegów myśliwych.
Warto odnotować rok 1976 nie tylko ze względu na zmianę numeracji obw. / 22 na 46 i 29 na 65 /, ale również na fakt strzelenia - 971 kuropatw.
Przez kolejne lata zmniejsza się stan osobowy myśliwych w kole, by w 1980 r. - osiągnąć liczbę 17 myśliwych, z których na dzień dzisiejszy pozostało 3 - Utrata, Rataj, Antczak.
Stan wojenny nie dotknął specjalnie myśliwych naszego koła. Nie musieliśmy zdawać broni na milicję, mogliśmy polować bez problemów. Mała liczba myśliwych w kole, to mniejsze wpływy finansowe do kasy. Zaczynamy ratować budżet koła poprzez organizowanie odłowów żywych zajęcy na eksport. Pieniędzy w kasie koła więcej , ale pustoszeje łowisko.
Od roku 1984 koło zaczyna funkcjonować jako Koło Łowieckie "GWARDIA" przy Komendzie Wojewódzkiej Milicji w Cz-wie. Członkiem koła zostaje płk Bronisław Galant szef wojewódzki Milicji w Częstochowie, pasjonat łowiectwa, doświadczony myśliwy, od którego otrzymujemy dużą pomoc nie tylko finansową, ale i rzeczową, między innymi samochód terenowy serwisowany i tankowany w warsztatach Komendy Milicji. Otrzymujemy również pomoc w ochronie łowiska, w postaci organizowania zasadzek milicyjnych na kłusowników i likwidacji mieszańców chartów służących do kłusowania. Działania te dają nadspodziewane rezultaty gdyż strzelamy w sezonie 550 szt. zajęcy, 650 szt. kuropatw i 70 szt. bażantow. Jacek Utrata na jednym polowaniu strzela 14 szt. zajęcy.
Ogromny wpływ nie tylko na gospodarkę łowiecką, ale generalnie na dalsze funkcjonowanie koła ma rok 1985 , kiedy to z własnej woli żegnamy się z obwodem 65, a w zamian przejmujemy obwód 57.Obwód jak twierdził sugerujący zamianę Kaziu Pietrzyk, z nieprzeliczoną ilością zwierzyny, zarówno grubej, drobnej jak i ptactwa.
Wydajemy bankiet przy stawach w Marianowie, zapraszając ponad 100 gości.W czasie trwania imprezy w lużnych rozmowach z miejscową ludnością i poprzednimi właścicielami obwodu, dowiadujemy się o faktycznym stanie zwierzyny w łowisku . "Ogrom" zwierzyny to tak naprawdę stada krów a nie jelenie, dziki były, ale poszly, w polach sfory psów, a nie zajace. Na osłodę mamy cietrzewie i kaczki na stawach oraz lokum w budynku rybaczówki. Aby zwiększyć ilość zwierzyny w łowisku budujemy: paśniki, podsypy, dokarmiamy i zasilamy łowisko w bażanty. Dzisiaj wygląda to już zdecydowanie lepiej - są urządzenia łowieckie, jest więcej zwierzyny, szczególnie saren, ale niewspółmiernie do stanu zwierząt, zwiększył się stan szkodników, głównie lisów, pokazały się też jenoty.
W 1986 roku nawiązujemy kontakt z K.Ł. "Słonka " z Koszalina. Organizujemy im u nas polowanie na zające - strzelają 130 szt. my natomiast jedziemy do nich do Koszalina na grubego zwierza. Strzelamy tylko 3 dziki, a powinno paść 20 szt. ponadto kładziemy 10 szt. saren. Pudłujemy fatalnie, ale jesteśmy oczarowani łowiskiem i gościnnością.
Rezygnujemy z odłowów zajęcy na eksport, przestawiając się na udostępnienie terenów dla ustawiaczy psów z Włoch. Niewypał, mimo zarobku pojawiły się kłopoty organizacyjne spowodowane niesubordynacją i bałaganiarstwem Włochów. Organizujemy polowania dewizowców na zające, kuropatwy ,a sokolnicy ze Szwajcarii trenują u nas sokoły. Nabiera polotu życie towarzyskie w kole. Organizujemy "hubertusy", poczęstunki na polowaniach wigilijnych - zapewnia to i czuwa nad wszystkim Rysiek Ciesielski, zwany prezesem do spraw rozrywkowych.
W 1993 roku ponownie nawiązujemy kontakt między kołami, tym razem K.Ł. " Rega " z Gryfic. Gościmy całe koło wraz z rodzinami. Myśliwi strzelają świetnie 130 szt. zajęcy, a rodziną organizujemy zwiedzanie Jasnej Góry i okolic Częstochowy. W rewanżu nasz pobyt w Gryficach. Strzelamy dziki, sarny i lisy. Niezapomniane przeżycia łowieckie, przemiłe przyjęcie i wspaniali ludzie, z którymi do dziś utrzymujemy kontakty.

Decyzją PZŁ następuje zmiana nazwy koła i od 1995 r. "GWARDIA" zostaje przemianowana na Koło Łowieckie " JENOT "
Kolejne lata, to praca nad poprawą stanu zwierzyny w łowiskach, dokarmianie, zasilanie w bażanty, budowa urządzeń łowieckich, walka ze szkodnikami i kłusownictwem. Systematycznie zmniejsza się stan zwierzyny i ptactwa w łowiskach, natomiast rośnie ilość szkodników. O ile w latach 70 - 80 strzelaliśmy 1 - 2 lisy w sezonie, to obecnie, strzelamy na polowaniu 2 zające i 3 lisy.
Decyzją Walnego Zgromadzenia Koła, postanowiono wydzierżawić zabudowania gospodarcze w miejscowości Zaróg i zaadaptować je na domek myśliwski. Dużym nakładem pracy Zarządu Koła i myśliwych, wyremontowano wspomniane zabudowania i staliśmy się posiadaczami wspaniałego domku myśliwskiego " JENOTÓWKA". Odbywamy w nim zebrania koła, możemy również spędzać tutaj wolny czas wraz z rodzinami. W nim właśnie, 8 listopada 2003 roku, odbyły się uroczyste obchody 50-lecia Koła. Wzięło w nich udział około 50 zaproszonych gości, wśród których byli przedstawiciele: Okręgowej Rady Łowieckiej, Nadleśnictw, Szkół, Gmin, K.Ł."Rega" z Gryfic oraz rodziny myśliwych. Koledzy: Antczak, Hnatyszyn, Utrata, zostali odznaczeni brązowymi medalami zasługi łowieckiej. Nie obyło się bez głębokiej zadumy i wspomnień o historii koła oraz o wspaniałych myśliwych, przemiłych ludziach, starej dobrej gwardii - o tych wszystkich, którzy odeszli do Krainy Wiecznych Łowów.

Nie sposób w kilku zdaniach zawrzeć całej 50-letniej historii koła. W dalszej części kroniki będzie można prześledzić rok po roku składy osobowe, ważniejsze wydarzenia z życia koła i pozyskaną zwierzynę.
Kronika będzie corocznie uzupełniana przez autora, który składa podziękowania za pomoc w zebraniu materiałów pozwalających na powstanie tej kroniki, w szczególności kol. Andrzejowi Urbaniakowi, który był jej pomysłodawcą i prekursorem. W imieniu własnym i myśliwych koła pragnę podziękować serdecznie Naszym żonom i rodzinom za pobłażliwość, wyrozumiałość dla nas oraz dla naszej pasji o której poeta powiedział:

"Hej nie masz bracie większej fantazyi,
jak sobie flintę uwiesić u szyi
i w ten matecznik, albo do dąbrowy ruszyć na łowy ...."

Kiedy jednak się zdarzy, że żony będą nas rugały, że zostawiamy je same w domu, proponuję poddać im do przemyślenia, taką oto refleksję:

Szanowne małżonki! Wy co ganicie
Te nasze łowy niewinne,
Czemu spędzacie całe swe życie
Na łowach które są inne ?

Z myśliwskim pozdrowieniem
DARZ BÓR
autor kroniki Zbigniew Antczak


" Zły świat wciąż na nas krzyczy z hałasem,
że głupstwem jest polowanie.
I myśliwego zowie "paryasem",
który nic zdziałać nie w stanie;
Że polowanie - to strata czasu,
że niszczy mienie i zdrowie;

Że zdziczeć musi człowiek wśród lasu,
że praca mu nie odpowie.
Że zostawiwszy w domu małżonki,
ognisko osierocone,
przenosim lisy, zające, słonki,
nad dom i dzieci i żonę.

Być może, ale moim jest zdaniem,
I w to mam wierzyć przyczynę,
Że wszystko w świecie jest polowaniem
Chociaż na inną zwierzynę."

My co polujem w polach i lesie
I knieja urok w nas budzi,
Młodzieńczy zapał ciągle w dal niesie,
Tropimy zwierza nie ludzi !

Łowiecka praca naszym udziałem,
Nas cieszy łowów wspomnienie,
Z myślą swobodną i zdrowym ciałem,
Mamy też czyste sumienie !

Więc znowu z moim wystąpię zdaniem,
Chlubić się mamy przyczynę,
Że się zajmujem li polowaniem
Na polną, leśną zwierzynę !




"MEDIA O NAS"

Łowiec Świętokrzyski


Kulisy Regionu


Brać Łowiecka