Czwartek
20.08.2026
nr 232 (7690 )
ISSN 1734-6827

Dyskusje problemowe



Temat: Zadania Ministerstwa Środowiska

Autor: Piotr Gawlicki  godzina: 00:08
Gdyby PZŁ był związkiem myśliwych zrzeszonych dobrowolnie, a nie zrzeszeniem państwowym kierowanym przez nominatów partii rządzącej, to by stanął po stronie doktora nauk technicznych oraz ekonomicznych Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu Michała Stasiaka i wstrzymał się z wykonywaniem polowania na pół roku kwiecień - wrzesień, to by "Pan Doctor" i rządzący w MKiŚ oraz MRiRW jak fantastycznie "uregulują się" populacje zwierząt. Doktor nauk ekonomicznych, a nie rozumie, że ta nieznaczna obecnie wielkość szkód jest pochodna tego, że cały roczny przyrost populacji zwierząt czyniących szkody jest odstrzeliwany. Pomyśl "Doktorze" ile wyniosą te szkody, jeżeli przyrost naturalny dzików, największych szkodników na polach jest, jest wyższy niż geometryczny, czyli z populacji 200 tys., za rok będzie min. 400 tys., za dwa lata 800 tys., a za 3 lata 1,6 mln sztuk. Czy szkody będą dalej na poziomie 90 mln. zł? A ile będzie kosztowała państwo wycena tych szkód? Starczy 1 pracownik na każdy obwód? To 4500 ludzi z wykształceniem rolniczym i wynagrodzenie średnim w samorządach ok. 9260 zł brutto, czyli 0,5 miliarda plus ok. 20% ZUS i mamy 0,6 miliarda. Prawda, że grosze Panie "Doktorze"? Kolejnego roku już nie liczę, bo łowiectwo wróci nawet szybciej.

Autor: Jerzy2021  godzina: 06:22
To tylko na poparcie słów Kolegi: Praca dostępna w sieci. 16 stron. Zarządzanie populacją dzika Sus scrofa w Polsce Bartłomiej Popczyk Katedra Genetyki i Ogólnej Hodowli Zwierząt, Wydział Nauk o Zwierzętach, SGGW w Warszawie https://pzlow.pl/palio/html.wmedia?_Instance=www&_Connector=palio&_ID=6363&_CheckSum=-25310952

Autor: pięta  godzina: 08:51
Panie Hupercie obawiam się,ze po tych ruchach jakie tam się obserwuje wewnaątrz i na zewnątrz tejże partii Ci ludzie mogą całkowicie zniknąć ze sceny politycznej więc o pana Mikołaja i spółkę nie mam obaw....Jak padnie PU to oni razem z nim pójdą w siną dal.

Autor: labor  godzina: 08:55
Okazało się, że trzeba było cię zidentyfikować jako wytwór AI. Bo ani nie jesteś myśliwym, chociaż w profilu jest taka info, ani nie jesteś członkiem PZŁ, nie jesteś również członkiem koła łowieckiego i nie masz żadnych doświadczeń, bo nie potrafiłeś odpowiedzieć na pytania o twoje dokonania. Jeżeli była to prowokacja, mającą na celu "badanie nastrojów" wśród myśliwych, to ona osiągnęła swój cel. Natomiast założony temat, dotyczący zadań MKiŚ, w konsekwencji nie został poruszony. Nie chodziło ci o wywoływanie "zamieszania" na "górze" tylko na "dole". No i wyszło, że "dołom" bardzo daleko jest do zadowolenia i satysfakcji z uczestnictwa w związku. Bo samo wykonywanie polowania to tylko część GŁ, a głównie na tym skupia się niewielka część członków PZŁ. A na postawione pytania i tezy o przywracanie etosu pracy i działalności zgodnej z postanowieniami unormowań prawnych łowiectwa, nie znalazło odpowiedzi. Tak więc załóż nowy temat dotyczący organicznej pracy od podstaw na "dole" w celu naprawy pozytywnego postrzegania łowiectwa.

Autor: Renegat  godzina: 09:42
Pięta ma nowego sympatyka brawo ty pięta co do organicznej pracy od podstaw to już trochę późno to zadanie dla przyszłych pokoleń w innej nie koniecznie lepszej rzeczywistości.Pozdrawiam Darz Bór.

Autor: August  godzina: 10:00
Labor – wskaż chociażby jedne ‘’doły ‘’w RP dowolnej organizacji które są zadowolone z działalności góry. Poczynając od działkowiczów kończąc na wędkarzach poprzez OSP sami rewolucjoniści doły obsadzają . W naszym przypadku PZŁ winnego mamy zdefiniowanego to Bierut . Oto krótki przewodnik po krainie wiecznej szczęśliwości, czyli o tym, jak „doły” w Rzeczypospolitej Polskiej po prostu pękają z dumy na samą myśl o swoich warszawskich centralach. Piszę bo z organoleptyki mam te doznania gdyż moje cztery litery i tu są aktywne. Sielanka w Polskim Związku Wędkarskim (PZW) Szeregowi wędkarze rzucają się w ramiona prezesów okręgów z wdzięczności za to, że składki rosną szybciej niż populacja szczupaka. Każdy powrót z łowiska o kiju to dla polskiego moczykija moment głębokiej refleksji nad genialną gospodarką zarybieniową „góry”. Zamiast ryb w wodzie, wędkarze łowią dziś czystą satysfakcję z faktu, że panowie z zarządu mają piękne, laminowane legitymacje i klimatyzowane gabinety. Po co komu sandacz, skoro można opłacić kolejny fundusz celowy? Festiwal miłości w Polskim Związku Łowieckim (PZŁ) W kniejach i obwodach łowieckich panuje absolutna ekstaza. Myśliwi z kół huntingowych co noc wznoszą toasty za warszawską centralę, która z taką gracją i taktem reprezentuje ich w mediach. Każdy dekret z góry przyjmowany jest na kolanach. No bo czyż jest coś piękniejszego, niż dowiedzieć się z telewizji, że jest się krwiożerczym reliktem przeszłości, podczas gdy góra dzielnie „reformatuje wizerunek”? Oczywiście, winny wszystkiemu – łącznie z tegorocznym pomorem dzików i brakiem amunicji – jest niezmiennie towarzysz Bierut. Jego duch najwyraźniej wciąż osobiście pisze statuty PZŁ, a „doły” po prostu uwielbiają tę historyczną ciągłość. Strażacka symfonia w OSP Druh z OSP, zamiast gasić pożary, woli spędzać wolne wieczory na wypełnianiu trzydziestostronicowych tabel w Excelu, które spłynęły z góry jako „niezbędna innowacja biurokratyczna”. Ochotnicy wprost pieją z zachwytu, gdy po raz kolejny nie dostają dotacji na wóz bojowy, ponieważ centrala uznała, że ważniejsza jest nowa partia galowych mundurów dla prezesów honorowych. Przecież pożar ugasi się sam, a prestiż na powiatowych dożynkach musi się zgadzać. Rajskie Ogrody Rodzinne (ROD) Działkowcy to już absolutna awangarda miłości do struktur nadrzędnych. Nic tak nie cieszy emeryta na jego sześciu arach, jak nowy regulamin zakazujący grillowania w nieparzyste czwartki oraz nakazujący natychmiastowe przycięcie tui o 3,5 centymetra pod groźbą wykluczenia ze związku. „Doły” ogrodowe z łzami w oczach dziękują za te codzienne ramy prawne, dzięki którym uprawa marchwi zyskuje wymiar państwowotwórczy.

Autor: Jerzy2021  godzina: 12:26
Kolego Piotrze, podobają mi się krótkie, celne i prawdziwe stwierdzenia - argumenty do ew. dyskusji z niedoinformowanymi: - cały roczny przyrost populacji zwierząt czyniących szkody jest odstrzeliwany - przyrost naturalny dzików, największych szkodników na polach, jest wyższy niż geometryczny, czyli z populacji 200 tys., za rok będzie min. 400 tys., za dwa lata 800 tys., a za 3 lata 1,6 mln sztuk. Dotyczy wpisu: Autor: Piotr Gawlicki Data: 20-08-26 00:08

Autor: labor  godzina: 15:48
J21 nadal nadaje. Nie tylko. On prowokuje kol Piotra do dyskusji. Powtórzył jego tezy dotyczące przyrostu naturalnego, cytuję jak niżej: "Kolego Piotrze, podobają mi się krótkie, celne i prawdziwe stwierdzenia - argumenty do ew. dyskusji z niedoinformowanymi: - cały roczny przyrost populacji zwierząt czyniących szkody jest odstrzeliwany; - przyrost naturalny dzików, największych szkodników na polach, jest wyższy niż geometryczny, czyli z populacji 200 tys., za rok będzie min. 400 tys., za dwa lata 800 tys., a za 3 lata 1,6 mln sztuk". No to bęc: 1. Dyskutanci- uczestnicy są, tylko nie wiem, czy któryś się przyzna, że jest niedoinformowany ale i różnych, często rozbieżnych poglądach; 2. Temat- konkretny problem lub zagadnienie do omówienia jest; 3. Argumenty, fakty, dowody i logiczne uzasadnienia, a nie tylko emocje, znajdą się. Temat coroczny odstrzał PZ zwierzyny jest ostrzeliwany. Tak czy nie? W ustabilizowanych populacjach tak się planuje, oczywiście można uwzględnić specyfikę obwodu i wliczyć ubytki, czy to komunikacyjne czy od draueżników. Jeżeli populacja jest zbyt niska, z różnych względów, to należy odstrzał PZ odpowiednio zmniejszyć. Te uwagi nie dotyczą populacji dzików. Bo tu mamy różne cele, zasady i osiągane efekty. Temat drugi, PZ populacji dzików. Ja jeszcze stosowałem wskaźnik PZ na poziomie 150% zinwentaryzowanego stada podstawowego. Dosyć szybko się okazało, że prowadzi to do niekontrolowanego przyrostu stada i szybki wzrost szkód. Więc stosowaliśmy wyższy wskaźnik, np 200%. I jak się okazało to także nie gwarantowało utrzymania w ryzach dziczej populacji. Czyli to liczenie PZ metodą x 2, przez kol Piotra, też może okazać się niedoszacowane. Pies jest pogrzebany w inwentaryzacji, która przeważnie pokazuje niewielką liczbę dzika, np 1 dzik na 1000 ha obwodu, a poźniej realizuje się plan w liczbie kilkadziesiąt. Bo minimalnie to trzeba strzelić 20 szt a poźniej już można strzelać do wyczerpania stada. Bardzo to nasze planowanie gospodarowaniem populacja dzika jest "dzikwne". PS. Proponuję autorom otwarcie tego tematu od nowa. Bo znowu powrócimy do krytyki władz naczelnych.

Autor: starzec  godzina: 18:52
Co do tych organizacji, których członkowie mają być zadowoleni ze swoich władz to akurat te powymieniane z reguły mają swój rodowod w prl, są lub jeszcze niedawno były poobsadzane przez działaczy z tego okresu i w jakimś zakresie mają pozycję monopolisty. Dlatego ciężko oczekiwać od nich zadowolenia. Monopol nie zmusza osób kierujących tymi organizacjami do wysiłku. Trzeba było porównywać zadowolenie członków tych monopolistów z organizacjami, które nie są monopolistami. Ale... Tylko w pzł rząd czy minister wybiera szefa organizacji. W pzw, rod, osp tego chyba nie ma. Takiej wielkiej biurokracji opłacanej ze składek członków jak w pzł nie ma chyba nigdzie. Takiego monopolu jak w pzł nie ma nigdzie. Jak nie jesteś w pzł to nie dostaniesz pozwolenia na broń myśliwską i nie zapolujesz. Zwierzyna należy do Skarbu Państwa I trzeba za nią płacić po upolowaniu, ale za szkody przez nie spowodowane płacą myśliwi. Co to ma wspólnego z logiką, że myśliwi mają płacić za szkody spowodowane przez państwową zwierzynę? Do tego państwo nakłada na myśliwych szereg obowiązków - ochrona upraw, walka z asf, zbieranie padłych dzików, inwentaryzacje. Czy ktoś każe wędkarzom czyścić zbiorniki wodne albo pilnować wały przeciwpowodziowe czy zbierać śnięte ryby? Czy ktoś każe członkom rod płacić za płody rolne zebrane z działek? Żeby mieć wędki i wędkować nie musisz należeć do pzw. Możesz też mieć prywatny staw czy jezioro i łowić jak się podoba. I mieć prywatne ryby. Gasić pożar czy mieć wóz strażacki można bez przynależności do osp. Do rod trzeba należeć żeby mieć tam działkę. Ale każdy może sobie kupić kawałek ziemi poza rod i robić tam jeszcze więcej niż na rod. Żadna z tych organizacji nie wzbudza takich kontrowersji i nie ma tak restrykcyjnych w porównaniu z innymi krajami przepisów jak pzł. Może warto porównać pozycję i uprawnienia pzł z innymi krajami? Jest inny kraj, w którym organizacja łowiecka ma monopol na dopuszczenie do polowania, szefa wybieranego przez ministra, tak rozbudowaną i opłacaną ze składek biurokrację, płaci jednocześnie za szkody łowieckie i za strzeloną zwierzynę? Jest inny kraj gdzie polowanie w obecności ludzi poniżej 18 lat jest przestępstwem? Co do pomysłu badań lekarskich Żeby być prezydentem państwa, premierem, ministrem czy parlamentarzystą nie trzeba mieć badań lekarskich czy psychologicznych. Żeby jeździć autem nie trzeba należeć do automobilklubu. Kierowcy amatorzy nie muszą przechodzić okresowych badać choć co roku zabijają około 1600 ludzi czyli 4-5 dziennie. Psy gryzą 27-35 tysiecy ludzi rocznie - chodzi o oficjalne, zgłoszone do sanepidu przypadki, ale nikt nie chce badań okresowych dla ich właścicieli.

Autor: August  godzina: 20:39
Skorzystam ze starej, dobrej zasady, że najlepiej obrobić cztery litery najbliższemu sąsiadowi – w końcu co nieco się o nim wie. Mnie już po prostu mierzi, gdy czytam kolejne rewelacje reformatorów. W dyskusjach o reformie łowiectwa w Polsce regularnie słyszymy pieśni pochwalne na cześć modelu niemieckiego. Opowiada się nam bajki o „świętym prawie własności”, „zarządzaniu na poziomie gmin” i mitycznych zyskach z rzekomego monopolu Polskiego Związku Łowieckiego jako źródle wszelkiego zła. Pech chce, że zbyt często bywam za Odrą jako zaproszony gość i zbyt często poluję u nas z tą słynną „niemiecką masą składkową”, by wierzyć w te mitologie. Czas odłożyć te baśnie między bajki, przestać idealizować Niemcy czy Francję i spojrzeć prawdzie w oczy: tamtejszy system to czysta oligarchia i monopol grubego portfela! Niemiecki model dzierżawno-obwodowy jest głęboko niedemokratyczny, a zachwalana wolność własności to zwykła fikcja literacka.Wszyscy eksperci powtarzają jak mantrę, że Niemcy uciekli od monopolu, z którym rzekomo walczymy w Polsce. Bzdura. Oni go po prostu sprywatyzowali. Państwowo-organizacyjny monopol zamienili na monopol ekonomiczno-obszarowy. To dokładnie ten sam rak, tylko w nowym opakowaniu, gdzie jedynym decydentem staje się wąska elita finansowa i wielcy landlordzi. Dlaczego ten system to ordynarna antyteza demokracji? Bo wspólnotami (słynnymi Jagdgenossenschaften) rządzi tam klasyczna oligarchia gruntowa. Zapomnijcie o naiwnej zasadzie „jeden człowiek, jeden głos”. W tym „demokratycznym” raju siła Twojego głosu zależy wyłącznie od liczby posiadanych hektarów. Głos drobnego rolnika czy właściciela działki pod lasem ma wagę pustego patronu. Decyduje ten, kto ma najwięcej ziemi i kapitału.Co więcej, mamy tam do czynienia z ustawowym przymusem i regularnym gwałtem na wolności osobistej. Posiadasz małą działkę? Państwo z urzędu, siłą wciela Cię do wspólnoty. Zapomnij o prawie weta. Nie możesz wstać i powiedzieć: „Nie życzę sobie polowań na mojej ziemi”. Z mocy prawa stajesz się trybikiem w łowieckim biznesie biznesmena z Monachium czy Frankfurtu – bez względu na Twoje zdanie. Do tego dochodzi absurd władzy absolutnej, i to serwowanej od razu na 9 lat! Sprawdźmy to organoleptycznie - bogate koło łowieckie albo prywatny rekin biznesu wykłada na stół gigantyczne euro na czynsz dzierżawny. W tym momencie, na niemal dekadę, staje się udzielnym księciem całego ekosystemu gminy. Lokalna społeczność i organizacje przyrodnicze mogą co najwyżej popatrzeć przez płot – nie mają nic do gadania.To jest właśnie esencja niemieckiego modelu - rządy portfela. Dostęp do zarządzania publicznym dobrem, jakim jest dzika przyroda, został bezczelnie zmonopolizowany przez kryterium zamożności. O losie zwierzyny decyduje stan konta dzierżawcy, a nie wiedza ekologiczna, biologia czy względy naukowe. Przestańmy więc wreszcie stawiać Niemcy jako wzór cnót i model do naśladowania. Zamiana monopolu centralnego na monopol garstki najbogatszych to żadna reforma – to zwykłe zastąpienie jednej patologii drugą, tyle że ubraną w ładniejsze, zachodnie euro-papierek.

Autor: starzec  godzina: 21:41
Z tego co wiem to w Niemczech nie ma monopolu ichniejszego pzł jak tu. Szef ich dobrowolnego związku nie pobiera stałego wynagrodzenia jak tu. Wybiera go minister? I nie ma też takiej rozbuchanej i opłacanej ze składek administracji jak tu. A jest tam myśliwych znacznie więcej niż u nas. Co ważniejsze myśliwi mają tam o wiele większą akceptację niż tu. Co najważniejsze to rząd wespół z różnymi eko... nie zajmuje się wymyślaniem ciągle nowych reform i przepisów bijących w myśliwych. A u nas i owszem. I jakoś stany zwierzyny mają dziwnie wyższe niż u nas. A mieszka tam koło 80 mln ludzi na terenie z 10% większym niż u nas. Cud? Karmią tę zwierzynę grubymi portfelami, że jest jej tak dużo?

Autor: August  godzina: 22:08
Dopiszę - bo spodziewam się teraz ‘’naganki z psami’’ tych tu inteligentniejszych inaczej reformatorów i potraktowania jako selekt do odstrzału – bo wybrzmiałem jak obrońca modela. Jeden już się ujawnił i tradycyjne pierdy popycha mając obsesję monopolu PZŁ - teraz o demokracji w RP i we łbie mu się miesza . To jeszcze o inny rodzaju monopolu gdzie państwo robi w gacie na samą myśl konfrontacji z monopolem łowieckim . Francuski system komunalnych stowarzyszeń łowieckich (ACCA), sankcjonowany słynną ustawą Loi Verdeille, to doprowadzony do perfekcji majstersztyk urzędowej logiki. W tym specyficznym układzie państwo zalegalizowało monopol lobby łowieckiego, uznając prawo własności mniejszych obywateli za uroczy, lecz nieistotny detal. Jeśli posiadasz działkę o powierzchni poniżej 20 hektarów, system przygotował dla Ciebie niespodziankę – automatycznie i bez pytania o zdanie stajesz się członkiem ACCA, a Twój prywatny grunt zasila wspólny obwód łowiecki. Uzbrojeni pasjonaci zyskują pełne, ustawowe prawo do poruszania się i strzelania na Twojej posesji – chyba że postanowisz odgrodzić się od świata wysokim murem. Twoja ziemia należy do Ciebie tylko teoretycznie, ponieważ w praktyce zarządza nią lokalne koło. Nieogrodzona nieruchomość staje się legalnym poligonem dla ludzi w myśliwskich kamizelkach. Masz ponad 20 hektarów? Jesteś partnerem do rozmów. Masz mniej? Stanowisz jedynie tło dla cudzego hobby.Sprzeciw sumienia formalnie istnieje, ale droga do niego prowadzi przez taki labirynt biurokracji, że łatwiej byłoby polubić zapach prochu. Jeśli jakimś cudem wywalczysz wyłączenie swojej działki z obwodu, w nagrodę zostaniesz obciążony kosztami za każdą marchewkę zjedzoną przez dziki u sąsiada. W tym systemie spacerowicze, rowerzyści i grzybiarze to obywatele drugiej kategorii, którzy w weekendy powinni raczej podziwiać przyrodę z bezpiecznej odległości.

Autor: starzec  godzina: 22:23
A tak krótko i bez inwektyw to nie pomylił się łowiecki z forum przeciwników myślistwa? Bo te ostatnie wpisy to jawnie antymyśliwskie. Może jesteś za a nawet przeciw jak ten geniusz, który więcej książek napisał niż przeczytał? Liczby nie kłamią. W Niemczech 470 tys myśliwych, a we Francji 1,3 mln, w tym 1 mln czynnych czy aktywnych. Cokolwiek to znaczy. Także tak źle tam chyba nie mają.

Autor: Renegat  godzina: 22:50
Brakuje słów żeby określić stan w jakim się znaleźliśmy ci na zachodzie rozumieją dobro wspólne a tu ratuj się kto może znowu analogia choć pośrednia ze służbą zdrowia płacić wszyscy korzystać nie liczni .

Autor: August  godzina: 22:57
Ciekawa konkluzja z tą „anty łowieckością”. A to dlaczego? Czy dlatego, że dostrzegam aspekty, które inni skrzętnie starają się zamieść pod dywan, bajdurząc o wzorcach łowieckich, do których rzekomo powinniśmy dążyć? Ponownie przytaczane są tu wyświechtane argumenty, które w szarej rzeczywistości są warte tyle, co pies z kulawą nogą.W Niemczech jest 470 tysięcy myśliwych, a we Francji 1,3 miliona, z czego 1 milion to myśliwi czynni bądź aktywni. Tam odsetek osób realnie polujących jest nawet mniejszy niż w Polsce, ponieważ sam fakt posiadania broni myśliwskiej automatycznie klasyfikuje ich jako myśliwych. Więcej tam elementów tradycji niż faktycznego polowania. Mówi Ci coś hasło „Kultura Zielonego Serca” w Niemczech? Zdanie tamtejszego egzaminu łowieckiego (Jagdschein) jest nazywane „zieloną maturą”. Dla wielu Niemców to element prestiżu, edukacji przyrodniczej oraz tradycji towarzyskiej, a nie chęć realnego pozyskiwania zwierzyny. Statystyki pokazują, że duża część posiadaczy uprawnień ogranicza się jedynie do udziału w spotkaniach klubowych i okazjonalnych polowaniach zbiorowych - jeden raz na dekadę . No i Francja mamy tu do czynienia z tzw. martwymi duszami. Choć Krajowa Federacja Myśliwych (FNC) we Francji oficjalnie podaje liczbę ponad miliona aktywnych myśliwych, to coroczne statystyki wykupu pozwoleń (validations de permis) wykazują tendencję spadkową. Setki tysięcy osób utrzymuje status myśliwego lub posiada broń wyłącznie ze względów rodowych, własności ziemskiej i prestiżu społecznego, rzadko lub wcale nie wychodząc w teren.