Język i gwara łowiecka 

            

          "Jest to ten złoty cykl myślistwa, kiedy każdy szanujący się Polak uważał łowiectwo za najważniejszą, za konieczną i szlachetną czynność. Łowiectwo stanowiło wówczas arterię życia cenioną, zawsze silnie pulsującą, bo dziwnie nachyloną do usposobienia i ducha narodu. To zamiłowanie do myślistwa naszych prapradziadów możemy i dziś jeszcze stwierdzić na wielu zachowanych pieczęciach i tarczach herbowych. Między zawołaniami licznych rodów polskich utrzymały się na wieki źródłosłowy nazw zwierzęcych, jak Jeleński, Bobrowski, Niedźwiedzki, Sokolnicki, Turowicz i wiele innych. Czasy tej epoki to życie swobodne, pełne przygód i uroku z wybitnym uprzywilejowaniem klas jednych, a z pominięciem, krzywdą i obarczeniem warstw drugich. Możniejsza kasta ludzi uzurpowała sobie wyłączne prawa łowów zwłaszcza na grubą zwierzynę, a obarczała klasy uboższe ciężarami różnego rodzaju.

         Zasługą tych ciekawych i świetnych dla łowiectwa czasów było urobienie pięknej, właściwej gwary myśliwskiej, po której zaprawiony w łowach "ćwik" poznawał natychmiast nowicjusza "fryca". Ta gwara oryginalna i słownictwo tak bardzo bogata, jak rzadko u którego innego narodu, jest niestety w dzisiejszej dobie wyjątkowo w poprawnej formie stosowana. Nie przysparza nam to bynajmniej zaszczytu. Wszak nasz język to piękne klejnoty, które niemal z nabożeństwem zachować jesteśmy zobowiązani. W naturze naszej leży, że z pietyzmem przechowujemy pamiątki przeszłości, że niemal za świętość uważamy przekazy naszych ojców, matek. Tę piękną gwarę myśliwską powinniśmy zatem także uszanować i bez zniekształcenia przekazać ją dalszej potomności. Kto jednak ma stać na straży tych tradycją uświęconych kardynałów łowieckiego języka ojczystego , jeśli nie myśliwi. Dla przykładu powiedzmy, że w rezultacie wyjdzie na to samo, czy ktoś przy stole jadalnym sięgnie po kotlet widelcem, a drugi palcami - wyłoni się tylko różnica między człowiekiem cywilizowanym, a źle wychowanym; analogicznie będzie na pozór wszystko jedno, czy ktoś powie, że chwycił zająca za nogi - a inny ujmie szaraka za skoki - lecz pierwszy posługuje się językiem kucharek, drugi gwarą myśliwego."

 

Wstecz

Strona główna