Nasze "okrucieństwo"

 

           "Jednym słowem bezkrytyczny jest zarzut co do niepotrzebnego zabijania niewinnej zwierzyny na polowaniach, bo zwierzyna na to jest stworzona, by ją użytkować; ale potrzebnym jest uświadomienie, że rozmnażanie i higiena zwierzostanu zależy właśnie od racjonalnego i prawidłowego odstrzału, czy to drogą polowania, czy odstrzału hodowlano-selekcyjnego.

           Są jednostki które bez mrugnięcia okiem karcą "rozbój myśliwski" i ronią krokodyle łzy na temat" rzeźnickiego" wybijania zwierzyny. Ale ci sami przeciwnicy łowów oblizują palce przy spożywaniu udka dzikiej kaczki, albo combra zajęczego podanego na kolację w sosie ze śmietaną. Lecz jakże wielka jest różnica w postępowaniu między kaczką swojską, zarżniętą tępym nożem, co trwa kilka minut i musi sprawiać męki stworzeniu widzącemu przygotowania do jego bliskiej śmierci,, - a kaczką dziką, która nagle jakby piorunem rażona pada bez życia, trafiona śmiertelnie kilkudziesięcioma śrutami, wystrzelonymi z broni palnej. Przy którym z tych dwu systemów jest więcej "humanitarności"? Albo co ci malkontenci wolą; czy choćby najbardziej amerykańską rzeźnię, gdzie tysiące wołów, cieląt lub nierogacizny podprowadza się w szeregu windami i maszynami pod elektryczny obuch, ogłuszający żyjące zwierzę przed zapuszczeniem sprowadzających śmierć noży, gdzie ta masa delikwentów patrzy na straszny los poprzednika, czuje dokoła zapach krwi swoich poćwiartowanych już pobratymców,- czy może wolą obraz małomiasteczkowej rzeźni, gdzie przemocą, plagami, szarpaniem za głowę i ogon popędzają broniącego się ostatkiem sił cielaka i tu bez najmniejszych skrupułów, bez żadnych zgoła środków, łagodzących ból fizyczny i przestrach, uśmierca się to cielę w najbardziej prymitywny sposób. Czy może po zastanowieniu będą woleli taką sytuację, że jeleń, dzik, czy zając nagle i niespodziewanie ruluje w ogniu bez życia; zwierz ten nie mając czasu na zdawanie sobie sprawy z rzeczywistości, trafiony piekielnej siły pociskiem w serce lub płuca, czyni tylko kilka susów, aby bezwiednie legnąć na kobiercu przyrody spełniwszy swoje dotychczasowe przeznaczenie, z dając ludziom użytek z dziczyzny lub skóry. Jeżeli ci przeciwnicy łowów wybiorą dwie pierwsze możliwości - uchylam się od dyskusji. Jeżeli przyjmą trzecia ewentualność, to dlaczego krytykować frazesowo bez głębszego uzasadnienia daleko etyczniejsze, bezbolesne zabijanie stosunkowo małej ilości zwierzyny za pomocą palnej broni, a akceptować powolniejszą, bardziej straszną śmierć nieprzeliczonych milionów zwierząt swojskich, które zabijamy codziennie dla celów spożywczych?

             Nie przeczę, że sztuczna hodowla zwierzyny np. bażantów, prowadzona tylko w tym celu, aby je potem w ciągu jednego dnia masowo wystrzelać, może wywołać uczucie niesmaku; ale taka zabawa nie jest rysem prawdziwego myślistwa. Będzie natomiast gestem wysoko postawionego łowiectwa, założyć bażantarnie ze sztuczną hodowlą w tym celu, aby w danej okolicy zaprowadzić bażanty w ogóle, albo przez ich wyhodowanie i wypuszczenie zasilić tą zwierzyną odnośne łowisko dla późniejszego jej rozmnożenia w dzikim stanie. Nie przeczę także, że na polowaniu zdarzają się nieprzyjemne wypadki postrzelenia czy zranienia zwierzyny; ale istnieją równocześnie myśliwskie wskazania, jak należy strzelać i co należy uczynić, aby ranny zwierz jak najrychlej przestał cierpieć. A przecież najzdolniejszemu chirurgowi zawiedzie czasem ręka, zaś męczarnie, chociaż nierozmyślne, zadawane nieraz zwierzętom swojskim przed ich ostatecznym zgładzeniem, są bez porównania okropniejsze, często karygodne. Nie można zatem widzieć skałki w oku myśliwego, a nie widzieć całej belki we własnej źrenicy.

             Nie ulega żadnej wątpliwości, że zwierz strzelony prawidłowo z nowoczesnej broni, nie przeżywa żadnych cierpień fizycznych. Pocisk kulowy względnie duża ilość śrutów przerywają z wielką siła nerwy , żyły, ścięgnami działają na najważniejsze organy tak niszcząco a raptownie że niszczą cały ustrój nerwowy i zwierz przed ujściem życia nie ma chwili czasu do odczuwania bólu. Czy natomiast zwierzęta swojskie, zarzynane kozikiem, duszone gołębie, podskubywane żywcem gęsi, kapłonione koguty i świnie, ogłuszane przed ubojem obuchem siekiery mniej cierpią - a nikt przeciwko temu nie reaguje skutecznie - pozostawiam to pytanie jako otwarte dla tych wszystkich, którzy dopatrują w myślistwie męczenia dzikich zwierząt.

              Powyższymi spostrzeżeniami usiłowałem wykazać że myśliwski sposób zabijania zwierza jest bardziej cywilizowany od sposobów zabijania zwierząt domowych, a traktowanie łowiectwa jako krwawego czynu zabawowego - jest urojeniem niepoważnym"

Wstecz

Strona główna