Kaczki na Polesiu - 7-8.09.2002r.

Z braćmi Zbyszkiem i Krzyśkiem wybrałem się na kaczki, na niestety niewielką już, polską część Polesia. Byliśmy w miejscach jakby żywcem wziętych z opisów Ejsmonda czy Weyssenhoffa, a okolice Dęblina i Ryk obudziły wspomnienia z lektury wspaniałej książki Meissnera "Opowieść pod psem".
Urocze meandry i rozlewiska rzeki Wieprz wyglądają tak jak w opisach sprzed blisko stu lat, nadal wielka jest różnorodność i liczebność ptactwa. Jak łowca ze starych, dobrych książek, podziwiałem rzadkiego płaskonosa, pierwszy raz widziałem bąka (ptaka) w locie, a niesamowicie wielka ilość bekasów pozwalała pojąć czar i trud dawnych łowów na te zwinne ptaki.
Miejscowi myśliwi twierdzili, że kaczek jest niewiele z uwagi na panującą od dwóch miesięcy suszę. Dla nas jednak było ich dość. Na 3 strzelby przypadły 33 podniesione sztuki, a przecież daleko nie wszystkie strzały były celne.
Widziałem i strzeliłem już w życiu więcej kaczek, bywałem na kaczych polowaniach lepiej zorganizowanych, jednak żadne z dotychczasowych nie miało tak uroczej, niepowtarzalnej atmosfery i oprawy. Po prostu Polesie... Pojmą mnie ci wszyscy, którzy nad rekordowe rozkłady przedkładają czar bagiennych uroczysk, niewielkich oczek wśród starorzeczy i małej grupki myśliwych z psami, doskonale wtopionych w ten pierwotny, nieskażony krajobraz.