Wyprawa na bukowisko łosi i na wilki

21-26 września 2016 r. - Białoruś, Dakol - rejon Mogilewski. 
Uczestnicy wyprawy: Tomasz Kociszewski i ja jako organizator. Wyprawa była zorganizowana "na wariata", w przeciągu zaledwie 2 tygodni. Tomek zdecydował się na wyjazd, gdy usłyszał ode mnie, że łosie w Białorusi, po latach chorych, niebotycznych cen, nagle potaniały o tysiące Euro. Tak tanie jeszcze nigdy nie były, rozdają je prawie za darmo. 
Byliśmy w tym samym łowisku, w którym 6 lat temu trzej koledzy strzelili 4 łosie, w tym aż dwa złotomedalowe. Tym razem jednak trafiliśmy na fatalną pogodę.
Piękne, intensywne bukowisko Tomek miał tylko raz, a potem podczas zaledwie dwóch wyjść słyszał leniwie odzywające się byki. Nie widział ich... Nie zepsuło mu to jednak humoru. Jeszce przed wyjazdem Tomek mówił, że polowanie, to nie sklep, w którym kupuje się zwierzynę. Potem powtarzał to nie raz. Był zachwycony wspaniałą, dziką przyrodą i niezwykle fachowym podprowadzającym Gieną (tym samym co 6 lat temu). Dużo się od niego nauczyliśmy.
Tej jedynej nocy z intensywnym bukowiskiem zawyły wilki. Giena wabił, ale wilki nie podeszły. Łosie też nie... i tak już było do końca. Upalna pogoda i silne wiatry przedwcześnie wyciszyły bukowisko. Giena jest dyrektorem w tym obwodzie już kilkanaście lat i nigdy wcześniej nie zdarzyło się, by myśliwy wyjechał od niego bez trofeum. Bardzo to przeżywał...
A Tomek? Tomek jest prawdziwym myśliwym, dla którego polowanie jest przygodą życia. Zakończenie go sukcesem jest ważne i emocjonujące, ale nie przesądza o zadowoleniu z ogromu przeżyć na to polowanie się składających. A przeżycia te, to np. zlatująca na ziemię kura głuszca, jesienne bulgotanie cietrzewi, czy też upiorny głos sowy, od tysiącleci "straszącej" na bagnach. W Sienkiewiczowskiej Trylogii i w wielu innych dziełach dawnej literatury, można przeczytać o upiorach i demonach straszących na bagnach. Nie ważne, czy straszyły wtedy głosy pójdźki, płomykówki, czy puszczyka (szczególnie samicy) i nie ważne czy dziś wierzymy w upiory. Tomek słyszał te głosy i czuł ciarki na plecach (podobne jak podczas wycia wilków).
Obiecuje on sobie, że pojedzie do Białorusi jeszcze nie raz. 
Napiszę też coś o posiłkach. Jedzenie w Białorusi jest dużo lepsze niż u nas. Produkty są tu naturalne, bez sztucznych dodatków... a jak smakują! Zaczynając od mleka, śmietany, sera i masła, poprzez mięso i wędliny, a na wódce kończąc.
Na tej wyprawie wszystkie trzy posiłki, czyli śniadanie, obiad i kolacja, składały się z trzech lub czterech dań podawanych na gorąco oraz trzech lub czterech zimnych przystawek, wśród których królował kawior i słynne rosyjskie wędzone sało. Za 5 dni przytyłem 2,5 kilo...