RPA 2012

21.-30.04.2012r - Wyprawa Krzyśka Ciemniewskiego do RPA.
Miejsce polowania - Kwazulu Natal w Republice Południowej Afryki.



Relacja Krzyśka: 
Już kilka lat wcześniej, po postrzeleniu nyali, postanowiłem wrócić do Afryki przynajmniej raz i zapolować na nią w jej naturalnym środowisku, Natal, a dokładnie Kwazulu-Natal.
Znalazłem, przez znajomego Afrykanera, mieszkającego w Polsce, absolutnie unikatowy teren. To pilotażowy program federalny rządu RPA, mający na celu oddawanie rdzennym mieszkańcom ich ziemi, by gospodarowali na niej i żyli jak chcą. Niestety, jak niemal zawsze, eksperyment musiał ulec modyfikacji, bo plemię Gumbi (Zulusi) w ciągu 1 roku zrobiło stratę 320 mln Randów!!! Ze 150 000 ha, które im oddano, 50 000 przeznaczono na hodowlę nosorożców białych i czarnych oraz zaczęto sprzedawać polowania, a pieniądze uzyskane od myśliwych przekazywać na celowe inwestycje na pozostałym terenie (szkoły, ujęcia wody, opieka zdrowotna).
I właśnie na tym terenie przyszło mi polować. Kraj bardzo pagórkowaty, wręcz górzysty, pokryty gęstym buszem to idealne środowisko dla lamparta (których tam sporo), nyali, bushbucka, bushpig i oczywiście czarnego nosorożca. W przyszłym roku Zarząd Conservation zamierza wprowadzić 300-400 bawołów i - w zależności od wyniku rozmów z Gumbi - słonie i lwy. Polowałem na początku tamtejszej zimy, czyli pory suchej, a mimo to - wbrew naszym oczekiwaniom - 2 i pół dnia padał deszcz, co niestety utrudniało polowanie na nyalę, zwierzę lubiące ciepłe i słoneczne wieczory. Resztę dnia spedza w gęstym i ciernistym buszu i dojście do pozycji strzeleckiej jest niezwykle trudne. Strzela się, zwykle, blisko, ale w gęstych krzakach. Drugiego byka strzeliłem od tyłu na sztych i znalazłem dopiero następnego dnia rano, bo dojście wieczorne wybiła nam bardzo skutecznie z głowy krowa czarnego nosorożca. Dlatego warto zastanowić się nad właściwym doborem broni i amunicji.
Common reedbuck, z kolei, to zwierz niezwykły. Żyje w gęstych i wysokich trawach, a jego sposób na przetrwanie to dopuszczenie myśliwego na kilkadziesiąt kroków, paniczna ucieczka wysokimi i długimi susami i zapadanie ponowne w trawie o kilkaset metrów od prześladowcy. Zabawa taka potrafi wciągnąć, ale i wkurzyć i trwać kilka godzin!! Strzeliłem jeszcze 3 impale, ale byczki młode i przeznaczone na nęcisko dla lamparta, na którego miał - po mnie - polować inny myśliwy. Deserem było polowanie na hyenę, która - podobnie jak common reedbuck - wymaga specjalnego zezwolenia i trzeba się o nie starać przed wyjazdem. Miałem szczęście. Na nęcisko przyszły dwie hieny, jeszcze za dnia, tuż przed zmrokiem. Siedziałem w tzw. blind, czyli czatowni na ziemi, z ciernistych krzaków i gałęzi, a hiena przyszła na długość lufy! Odpuściłem na 20-25 metrów nie mogąc jej znaleźć w lunecie i strzeliłem. Gdy wyszliśmy z czatowni PH zapytał mnie czy nie chcę drugiej i zapalił halogen wskazując na towarzysza dopiero co strzelonej hieny, przesuwającego się w krzakach. Oparłem się o drzewo i gdy zapaliły się świece hieny w świetle reflektora, strzeliłem na sztych 20 cm poniżej; z dobrym skutkiem. Druga hiena została w ogniu.
Przez Durban, Johannesburg i Frankfurt wróciłem szczęśliwy do domu.