Wyprawa na bukowisko - łosie 2017

3-8.09.2017. - Białoruś, Osotno koło wioski Nowka, 32 km od Gorodka. 
Uczestnicy wyprawy:
- myśliwi: Wiktor Biesok, Adam Bisping, Jerzy Donimirski, Jan Pierchała,
- kibice: Jan Delong, Ireneusz Kapała, Andrzej Otrębski (organizator), Grzegorz Ramisz.

Podczas 5 dni polowania Koledzy mieli do dyspozycji 9 wyjść w łowisko. Pogoda była w te dni bardzo zróżnicowana. Czasami padało, czasami lało, a czasami była uporczywa mżawka.
Jeżdżę do Białorusi już 19 lat i tak strasznej pogody jeszcze nie widziałem. Ba, nie słyszałem od białoruskich Kolegów, by kiedykolwiek we wrześniu takowa bywała.
Łosie, mimo że żyją wśród mokradeł, deszczu w żadnej postaci nie lubią. Tak naprawdę, to ich o to nie pytałem, ale jedno jest pewne: albo nie odzywają się w deszczową pogodę, albo też z powodu szumu powodowanego opadami, ich stękania nie słychać. Tak czy inaczej, Koledzy nie słyszeli bukowiska. A właśnie po to, by je usłyszeć, by przeżyć towarzyszące mu emocje, przyjechali tu na początku września, czyli wtedy, gdy okres godowy rozpoczynają stare byki. Były jednak zwierzaki, którym opady nie przeszkadzały. Za to zwierzaki te bardzo przeszkadzały myśliwym. To komary! Były ich setki, tysiące, miliony... Nikt z nas nie widział nigdy takich ilości tych złośliwych samiczek. Niektórzy znają to z opisów Ejsmonda czy Meissnera. 
Przedostatniego wieczora miał swoją szansę Jan P. W potęgowanych deszczem ciemnościach, wabiony łoś podszedł na kilkanaście metrów. Myśliwy go słyszał, ale nie widział. Wrócił na kwaterę rozemocjonowany. Nareszcie coś się działo. Szkoda, że nie do końca... 
I w takim oto nagromadzeniu nieszczęść, dnia ostatniego zdarzyło się popołudnie bez deszczu. Zaczęło się od tego, że na kwaterę wpadł Jura (dyrektor łowiska) i zapytał, kto chce strzelić bobra. Najlepszy refleks wykazał kibic (Jan D.), ale odstąpił on przyjemność polowania Wiktorowi. I cóż zrobił nasz Kolega Wiktor? Ano, on po prostu pojechał, podszedł i strzelił. Polowanie zakończyła uroczysta oprawa, którą uświetniły sygnały grane na trąbce przez Jana P. 
Popołudnie bez deszczu przeszło w takiż wieczór, co umożliwiło jedyne pogodne wyjście. Rozumiecie? Tylko jedno z dziewięciu. Królem i bohaterem wydarzeń ponownie został Wiktor. Poniżej jest odnośnik do opisu niesamowitych emocji, jakie przeżył. Było i przywabienie byka (przyszedł z 350 na 80 metrów), i strzały, i szarża 600-kilogramowego zwierza z 3 metrów...
Wieczorem, opowieściom i gratulacjom nie było końca. Całą kwaterę sygnałami napełnił Jan P., a szklaneczki zacnym trunkiem napełniał sam król wielkich łowów. 
Trofeum zdobyte przez Wiktora to wielki, mocny badylarz. 24 godziny po wygotowaniu trofeum ważyło aż 15 kilogramów. Wstępna wycena to 307,44 pkt CIC - złoty medal.
Dla porównania proszę zobaczyć najlepsze trofea zdobyte w Polsce. Warto zauważyć, że w pierwszej dziesiątce aż 5 lub 6 trofeów pochodzi z terenów dawnej Polski, dziś należących do Białorusi. Na tej liście trofeum Wiktora zajmowałoby 7 miejsce, ale nie zajmuje, bo... no bo, po pierwsze tereny, na których polowaliśmy, to już dziś nie jest Polska, a po drugie inne trofea przywiezione z zagranicy, też by się pewnie na tej liście znalazły. 
Na koniec słów kilka o towarzyszach łowów.
Przetrwali oni 9 pustych wyjść w łowisko (Wiktor 8 pustych), podczas których mokli okrutnie i walczyli z plagą komarów. Wstawali o trzeciej w nocy, po powrocie spali krótko, potem suszyli odzież przed kominkiem, by przed wieczorem wyjść znowu i znowu moknąć. Nie słyszeli i nie widzieli łosi. Gnała ich w lasy i bagna nadzieja, że może dziś, może jutro... Prawy myśliwy nie musi strzelać, by przeżywać łowieckie rozkosze. Często wystarczają mu emocje, jakie dają również te niewykorzystane okazje. Tym razem jednak okazji nie było. I małym pocieszeniem jest fakt, że to z powodu deszczu. Koledzy mieli pełne prawo do niezadowolenia, a jednak go nie okazywali. Owszem, zgłaszali przeróżne uwagi, ale to rzecz naturalna, gdy o tym, co się dzieje, rozmawiają fachowcy. Ponad wszystko jednak, zarówno myśliwi jak i kibice byli zauroczeni dziewiczą przyrodą, tętniącą życiem w rytm odwiecznych praw natury.
Każdemu życzę łowieckich rozkoszy w takim towarzystwie.
Darz Bór!
Andrzej Otrębski
relacja Wiktora    Film - wabienie łosi